fbpx

Kwiaty na ślub – jak nie ubierać sali i kościoła

Czerwiec 13, 2019
0 Comments

Jestem na ślubach od wielu lat tak często, że wystrojów świątyń i sal weselnych widziałem pewnie setki. Niektórych nie da się odzobaczyć, nie zawsze ze względu na ich piękno i finezję. Czasem niestety widać, że ktoś ukwiecał świątynię czy salę bez pomysłu i logiki, czasem zaś zdarza się, że pracę powierzono doświadczonym florystom, ale postawiono im mało sensowne wymagania.

Bywa, że rozmaite komplikacje i absurdy (nie tylko florystyczne) na ślubach i weselach wynikają nie tyle z czyjejkolwiek złej woli, co z tego, że para młoda nie zadała sobie podczas planowania wydarzeń zasadniczego pytania. Pytania, które moim zdaniem determinuje wybór wszystkich ślubnych usługodawców. Brzmi ono:

Czy chcecie, aby ktoś uczył się swojego fachu na naszym ślubie???

I jeśli chcecie, aby fotograf, kamerzysta, sala weselna czy florysta zdobywali w Waszym najważniejszym dniu pierwsze szlify – spoko, Wasz wybór, Wasza decyzja. I Wasze konsekwencje.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, będzie do portfolio dla wchodzących na rynek wykonawców… A jak nie… Też będziecie mieli co wspominać.

Jest też inne bardzo ważne pytanie:

Czy jesteście w stanie zaufać ludziom, którzy pracują dla nas na naszym ślubie i weselu? 

To istotne o tyle, że Wy często organizujecie swój pierwszy ślub w życiu. Fachowcy widzieli ich wiele i czasem po prostu niestety wiedzą lepiej, że coś nie ma sensu, albo nie będzie praktycznie, ewentualnie nie będzie dobrze wyglądało.

Brak praktyki skutkuje często problemami w komunikacji z klientami i tak wielką chęcią „utrzymania klienta” przy sobie, że wykonawca bywa zbyt uległy wobec Was. Początkujący florysta może nie powiedzieć wam, że jakiś Wasz pomysł jest niepraktyczny i skomplikuje tylko rzeczywistość. Tak samo jak początkujący fotograf może Wam z tych samych względów nie powiedzieć, że Was pomysł na miejsce sesji czy porę robienia np. zdjęć grupowych na weselu jest nierozsądny. Chyba, że wolicie przytakiwanie od asertywności, to ok.

Wracając do dekoracji ślubnych, proponuję kilka pytań wynikających z doświadczeń moich oraz moich znajomych z branży (także florystów):

1. Czy jesteście pewni, że ustawienie świeczek w szklanych naczyniach czy innych pojemnikach w głównym przejściu kościoła jest dobrym pomysłem? Czy widzieliście kiedyś jak w wąskim przejściu panna młoda w szerokiej sukni musi dzięki takim świecom iść przed/za narzeczonym czy ojcem? Czy widzieliście kiedyś jak wywala suknią taką konstrukcję? Czy słyszeliście jak brzmi w skupionym podczas ceremonii kościele brzęk szkła tłuczonego przypadkiem przez spóźnionego wujka czy dziecko? Czy myślicie o tym, że w kościołach nikt nie patrzy pod nogi, bo zwykle nic tam nie stoi?
I ostatnie pytanie w tej serio, także wynikające z rzeczywistych zdarzeń: Czy widzieliście kiedyś płonącą sutannę?

2. Czy kwiaty na stole nie powinny być skomponowane i umieszczone w taki sposób aby goście się widzieli i mogli się łatwo komunikować?

3. Czy wielkie konstrukcje kwietne na ogromnych stojakach przed parą młodą w świątyni ułatwią dostęp do młodej pary księdzu, fotografowi, filmowcowi, czy utrudnią? Zwłaszcza gdy koło niewielkiego ołtarza ustawimy także np zespół czy chór? (Nie dotyczy przypadków w których ksiądz, fotograf i kamerzysta są narciarzami kochającymi slalom).

4. Czy na pewno połączenie ławek w kościele wstęgami/tiulami/sznurami jest fajnym pomysłem? Czy nie będzie skutkowało tym, że goście usiądą głownie pod bocznymi ścianami świątyni i z tyłu ze względu na utrudnioną komunikację? Zwłaszcza wówczas, gdy wchodząc do kościoła napotykają także zasieki ustawione w celu niepodeptania białego chodnika?

5. Czy na pewno tabliczki ustawione w głównym przejściu kościoła, zawierające np. cytaty z hymnu o miłości, są estetyczne? Czy na pewno wygląda to lepiej niż „pas startowy” ze świec (terminologia znajomej florystki).

6. Czy Wasze często piękne i unikatowe auto ślubne na pewno wymaga jeszcze ozdabiania każdej klamki wstążką z balonikiem oraz narażającej życie kierowcy potężnej kwietnej konstrukcji na masce?

7. Czy na pewno płonąca suknia ślubna jest warta racy ustawionej przy chodniku przed wejściem do sali weselnej? (To pytanie też wynika z rzeczywistej sytuacji)

8. Czy jesteście pewni że konstrukcja dekorująca stół pary młodej musi zasłaniać ją po szyję?

Tekst ten przed rozpowszechnieniem rozesłałem paru znajomym z branży ślubnej z prośbą o wnioski i refleksje. Dodam tu pewnie z czasem kolejne uwagi.

Florystka 1:
Najbardziej w dekoracjach ślubnych irytuje mnie robienie dekoracji z inicjałami czy imionami młodej pary. Wydaje mi się, że goście i bez tego wiedzą do kogo idą na ślub…
Nie są zbyt fajne również te wszystkie Mr & Mrs często słabo wykonane na tekturopodobnych drewienkach, które rozwalają się już po wyjęciu z opakowaniach. Tanie białe dywany z włókniny to też jest coś co po prostu nie wygląda.

Florystka 2:
W zeszłym roku na życzenie (choć usiłowałam to parze młodej wybić z głowy wielokrotnie) rozstawiałam 100 tilajtow (świec w szklanych pojemnikach) wzdłuż nawy głównej. Kościół wyglądał jak pas startowy.

Jeśli macie jakieś wnioski, chętnie dodam je do tekstu.

Mam nadzieję, że nikt nie poczuł się urażony moimi uwagami a nadzieja ta wynika z faktu, że wiele z powyższych refleksji to refleksje poślubne par młodych, które czasem same sobie powymyślały dziwne elementy wystroju, czasem zaś uległy sugestiom ludzi strojących salę czy kościół.

Ufam również, że znajomi i zaprzyjaźnieni floryści (a uwielbiam tę grupę zawodową dzięki poznaniu wielu jej fantastycznych reprezentantów) nie przestaną się do mnie odzywać.

Na fotografiach fragmenciki przecudnej dekoracji ślubnej wykonywanej przez Elżbietę Walerczyk i Marcina Wichrowskiego pod kierunkiem i według pomysłu Tomasza Maxa Kuczyńskiego podczas warsztatów Podróże kształcą florystycznie na Sycylii.

Więcej porad ślubnych znajdziecie TUTAJ.